Burczący brzuszek

Koniec roku kalendarzowego to konieczność wizyty u psychiatry dziecięcego. Powód jest prozaiczny – trzeba uzyskać papier o konieczności korzystania ze specjalistycznych usług opiekuńczych. Wczoraj i nas spotkał ten zaszczyt i wieczorem po zajęciach trzeba było udać się do przychodni. Julka uznała, że nie ma potrzeby aby szła do lekarza przecież jest zdrowa. A zdrowi ludzie nie muszą tam chodzić. Do pani doktor chodzimy już kilka lat. Początkowo przyjmowała w starym zaniedbanym tak jak cała publiczna służba zdrowia budynku. Ostatnie wizyty odbywają się już w nowo wybudowanym budynku. Za każdym razem sposób dojścia do gabinetu jest zupełnie inny. Pierwszym razem, gdy tam byliśmy, prace budowlane jeszcze trwały i wchodziło się wejściem tymczasowym. Na szczęście wszystko było dokładnie oznakowanie i można było łatwo trafić do nowej przychodni. Kolejne wizyty odbywały się bez większych niespodzianek. Wczoraj to nieźle się nagłowiliśmy aby tracić do „naszego” gabinetu. Przychodzimy a na głównych drzwiach wisi niewielka karteczka obwieszczająca wszem i wobec że po godzinie 18.00 to wejście jest zamknięte i można korzystać jedynie z innego wejścia. Trzeba korzystać z wejścia przez otwartą przez całą dobę przychodnię ambulatoryjną. Jak pewnie wiecie, takie rozwiązanie jest spowodowane redukcją kosztów i w tym przypadku nie ma co liczyć na oznakowanie drogi. Na całe szczęście pracujący jeszcze o tej porze personel jest już chyba przyzwyczajony do tej niecodziennej sytuacji i tłumaczy zdezorientowanym ludziom jak trafić do innego skrzydła budynku. Teraz już wiem co czego służą tajemnicze drzwi, które zawsze były zamknięte ;) Eureka, to przejście pomiędzy starą a nową częścią przychodni. Niestety z każdą wizytą obserwujemy  gwałtowny spadek ilości kolorowanek, bajek czy innych atrakcji dla małych pacjentów. Na szczęście byliśmy zapobiegliwi i spakowaliśmy plecak. Julka mogła więc przez pewien czas zająć się zabawą. Przed nami w kolejce wraz z mamą był kilkunastoletni autystyk, zauważył że Julka ma sportową bluzę z napisem Puma. Dla Julki ten napis nic nie znaczy. Ale nowopoznany kolega miał już wyrobione zdanie na temat strojów i marek. Co tu opowiadać – nasz Tisio dostał mały opr. Bo kto to widział, żeby kilkuletnie dzieci chodziły w ciuchach firm nike, adidas, reebok, czy puma. To jest skandal. A Julka jak to Julka, chyba nie do końca zrozumiała o co w tym wszystkim chodzi, i była dumna że ktoś o Niej mówi ;)

Ponieważ  czas oczekiwania na wizytę się dłużył nasza córeczka zgłodniała i co kilka minut głośno o tym wszystkich informowała – Jaka jestem głodna, dłużej już nie wytrzymam. Ale wszystko dobrze się skończyło, czas poświęcony na wizytę u psychiatry – trzy godziny, ale  uzyskany papier bezcenny. Możecie być spokojni, kupiliśmy Julce coś na ząb, poszła spać z pełnym brzuszkiem.

Podziel się
  • Kasia

    Jak ja nie lubię wizyt nie na godzinę, maly wytrzymuje max godzinkę, ale najwazniejsze ze załatwione i ze Julka nie padła tam jednak z głodu