Spełnienie marzeń

Piątek był dniem spełniania Julii marzeń. Julo tata do kilku dni jest na zasłużonym dwutygodniowym urlopie wypoczynkowym. Może więc więcej czasu spędzać ze swoją niesforną córeczką, która podsłuchała kilka dni wcześniej że w piątkowy poranek na zajęcia odbywające się w ramach Wczesnego Wspomagania Rozwoju pojedzie z tatą a nie jak to zazwyczaj bywa z mamą.
Już w czwartek wieczorem ogłosiła że na Baranówkę a więc osiedle na którym znajduje się szkoła w której Julka ma zajęcia pojedzie tylko i wyłącznie z tatusiem. Na sugestię że to może z mamą pojedzie reagowała wybuchem kobiecej histerii. A te piątkowe zajęcia to nie przelewki – odbywają się bowiem trzy różne zajęcia – tak więc spędza niemal cały poranek. Tato więc miał możliwość zobaczenia na własne oczy jak wygląda budynek szkolny po remoncie, ukończono już bowiem prace w części szkoły przeznaczonej dla dzieci z autyzmem. No trzeba przyznać że komfort nauki jest zdecydowanie lepszy, aż chce się uczyć, nie to co było wcześniej.
Po wyjściu trzeba zaliczyć obowiązkowy punkt programu – wizytę w znajdującej się obok przystanku autobusowego cukierni, tam ma możliwość wyboru łakoci nie tylko dla siebie ale dla całej rodziny. Ale z tatą nie ma łatwo, Julka dostała możliwość wybrania tylko jednego rodzaju ciastek. A jak dziecko je ciastka to z czasem chce mu się pić. Pragnienie można zaspokoić kupując soczek w kartoniku oczywiście z wizerunkiem Barbie. Soczek tak można kupić niemal w każdym sklepie ale ten kupiony w naszym osiedlowym smakuje najlepiej.
Przed Julki ospą w sklepie trwał remont, w efekcie różnych prac sklep zwiększył niemal dwukrotnie powierzchnię i dla naszego Tisia jest to całkiem inny sklep.
Po zajęciach miało się odbyć coś na co Julka czekała od kilku tygodni – wizyta u fryzjera. Kilka dni wcześniej została umówiona wizyta i całą rodziną poszliśmy na godzinę 14-stą do fryzjerki.
Nie wiedzieliśmy jak Julka będzie się zachowywała, wcześniej bowiem dziadek robił za fryzjera, i wszystko odbywało się bez zbędnego zastanawiania się nad fryzurą.
Na początek fryzjerka przyniosła dużą belę papieru postawiła na fotelu przed lustrem tak aby nasz dzielny Tisio poczuł się jak prawdziwa dama…. i Julka zamarła, niemal nie oddychała tak była dumna i przejęta tym co się wokół dzieje. Nie pomogła nawet próba rozmowy inicjowana przez fryzjerkę, Julka bowiem odpowiadała bowiem krótko i bez wdawania się w zbędne szczegóły. Tak przesiedziała blisko pół godziny, dopiero po tym czasie zaczęła się niecierpliwić. Cała wizyta trwała 40 minut, ale jaka odmiana ;) Szkoda tylko że dzisiaj już ta fryzura nie wygląda tak efektownie, to co jest możliwe w salonie fryzjerskim w domu już nie – Julka woli być czesana przez profesjonalistę.

Podziel się
  • http://majaowooskarkowo.blogspot.com Mama Mai i Oskarka

    Zostawiłam u mnie na blogu zaproszenie do blogowej zabawy Liebster Blog.