Galeriankowy poniedziałek

Julka już nie jest już zwykłą Julią bowiem od kilku dni jest syreną piosenkarką. A jak powszechnie wiadomo syreny piosenkarki uwielbiają spędzać czas w galeriach handlowych, no może nie wszystkie ale niektóre tak. Od wielu miesięcy w okolicach ronda obok Julka przynajmniej raz dziennie przejeżdżała budowano nowe duże centrum handlowe, które ostatecznie nazwano Galerią Rzeszów. Jak na prawdziwą małą kobietę przystało nasza córeczka interesowała się postępem prac budowlanych. Niestety z powodu choroby nie mogła być na otwarciu najnowszej rzeszowskiej galerii handlowej. W sobotę przejeżdżając z mamą autobusem przez centrum miasta, nasz Tisio zauważył że rusztowania, ogrodzenie placu budowy zniknęły, na ścianach pojawiło się wiele reklam, a tłum ludzi obok budynku znacznie się zwiększył. Powód tych zmian mógł być tylko jeden, co Julka głośno skomentowała: Mamo, galeria jest już otwarta, ooooo i jest też smyk.
Przebiegła czteroipółletnia córeczka musiała znaleźć sposób aby sprawdzić jakie sklepy są w galerii. Niestety w niedzielę nie było to możliwe – całą rodziną byliśmy w dziadków. Mogła jedynie odwiedzić wieczorem osiedlowy sklep, w którym mino głośnych protestów rodzice nie zgodzili się na zakup wafelka.
Poniedziałkowy poranek to istny dramat, wbrew wcześniejszym zapewnieniom Jula wcale nie miała najmniejszej ochoty iść do przedszkola. Nie była zainteresowana nawet tradycyjnym zakupem Duplo, stwierdziła bowiem że chce kupić jedną inną rzecz, nie potrafiła sprecyzować jaką. Po niemal półgodzinnych zmaganiach udało się wyjść całą rodziną z domu. Mimo że Julka miała iść do przedszkola z tatą, mama poszła w charakterze negocjatorki do sklepu gdyby się okazało że ta jedna rzecz jest droga i zupełnie niepotrzebna. I co Julka wybrała? Ten wafelek o który była wojna w dniu wczorajszym, ale umowa to umowa i mogła go zakupić. Po drodze do przedszkola niczego nieświadomy tata zapytał swoją córeczkę kto ją ma odebrać po zajęciach. Odpowiedź była zaskakująca – syrenę piosenkarkę ma odebrać mama!
Na kilkaset metrów przed budynkiem przedszkolnym tata zadał inne podchwytliwe pytanie co sobie kupiła w sklepie – Jula ze szczerością odpowiedziała że nie wie. I była to prawda, wiedziała tylko że jest co coś do jedzenia, ale co? Czy to ważne?  ;-)
W przedszkolu na Julkę czekała prawdziwa niespodzianka. Mimo że to był poniedziałek czekała na nią osobista opiekunka. Bez zbędnych formalności Jula poinformowała swoją panią, że po przedszkolu idzie z mamą do galerii. I co było robić? Trzeba było z nią iść.
W autobusie Julia tak aby wszyscy usłyszeli ogłosiła się że idzie z mamą do nowej galerii. Poinformowana za w czasu o Julii planach mama postanowiła wybadać sprawę. Trzeba było się dowiedzieć czego Julia potrzebuje z galerii, gdyż można tam znaleźć wiele interesujących rzeczy; zabawki, ubrania, książki, artykuły spożywcze oraz niestety liczne punkty gastronomiczne. A Jula potrafi głośno krzyczeć że jest głodna, niczym biedne wygłodzone dziecko – chcę jedzonko, albo w błyskawicznym tempie wygodnie rozsiąść się przy stoliku i wtedy niestety coś trzeba zamówić. No ale tym razem Julia powiedziała że potrzebuje książki. Po wejściu do galerii mama manewrowała między stoiskami aby sprytnie ominąć niebezpieczne miejsca, uf…,na szczęście udało się to bez napadów histerii. Ale niestety Julia wypatrzyła nieszczęsnego Smyka, weszła uradowana a tu niespodzianka, okazało się że sklep jest podzielony na dwie części. Córeczka trafiła do części z artykułami dla niemowlaków a tam nie ma nic ciekawego dla przedszkolaka. Chwilę później wypatrzyła empik, tu już nie poszło już tak łatwo. Julia doskonale wie że tu można nabyć książki ale mama pomogła podjąć właściwą i słuszną decyzje zakupową. Stanęło na kolorowance w teczce z kredkami My Lettle Pony. Damska część rodziny jeszcze spacerkiem pochodziła po galerii by móc pooglądać coś co się Julii spodobało – fontannę z kaskadą zmieniających się świateł. W czasie całego ponad godzinnego pobytu był tylko drobny incydent bowiem przy wejściu do jednego sklepu stały kosze z tabliczkami znikopisami. Na szczęście Julka dała sobie wytłumaczyć że już kupiła jedną rzecz. Zgodnie ze świecką tradycją przy wyjściu z galerii stwierdziła że jest bardzo głodna, ale mama obiecała że po drodze do domu wstąpią jeszcze do sklepu spożywczego, gdzie kupią bułeczki i chrupeczki. Następnym razem mama lepiej przygotuje się do takiej wycieczki. Wcześniej wybierze się sama, zwiedzi całą galerię tak przy następnej wizycie z córką zależnie od potrzeb móc tak wyznaczyć trasę by zaliczyć wyłącznie odpowiednie miejsca. Nowa galeria zaliczona i Julia dumnie może opowiadać gdzie była. Tylko co będzie jak córeczka zechce następnym razem iść z tatą?

Podziel się
  • Kasia

    Zapraszam do zabawy Liebster blog po szczególy zapraszam do siebie
    Julka dobrze wie gdzie jest fajnie:))