Powrót do przedszkola

Julka dziś poszła do przedszkola po niemal tygodniowej nieobecności spowodowanej chorobą. Wczoraj już nie mogła doczekać się tego dnia, zażyczyła sobie jednak aby to tato ją zaprowadził. Rano gdy wstawała za oknem było jeszcze ciemno, rezolutnie stwierdziła że mimo że panuje noc to i tak pójdzie do przedszkola.  Wczoraj wieczorem zostały zakupione owoce do przedszkola, niestety mama zapomniała kupić mleka, więc i tak był planowana poranna wizyta w sklepie, ale o tym Julka nie wiedziała. Powód dla którego to z tatą chciała iść do przedszkola był prosty, tata robi rano zakupy i Julka wtedy może zakupić sobie Duplo. Z mamą ten numer nie przejdzie, gdyż jak każda zapobiegliwa kobieta, mama malutki zapas tych smakołyków nosi w torebce. I Julka może dostać jeden batonik, bez potrzeby wstępowania do sklepu. A cała rzecz polega na tym, aby móc sobie wybrać na półce sklepowej odpowiedni egzemplarz i niemal na miejscu dokonać konsumpcji ;)  Jest zimno, więc spożywanie batoników na świeżym powietrzu nie jest najlepszym pomysłem. Dlatego dzisiaj Julka mimo faktu zakupienia Dupla, mogła go skonsumować dopiero w przedszkolu, oczywiście złożona propozycja nie spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, mimo to nie protestowała. Zażyczyła sobie, aby do przedszkola iść w kozaczkach oficerkach, niestety Julka nie umie dobrze chodzić w takich butach, więc dziś nie szła tylko niemal szurała podeszwami o chodnik.

Niestety te kilka dni pobytu w domu odzwyczaiły Julkę od jazdy autobusem. A wsiadanie do autobusu niekiedy nie należy do łatwych i przyjemnych. Dziś przed nami wsiadała około 40-letnia nerwowa kobieta, oczywiście musiała zająć miejsce dla inwalidy tuż przy środkowych drzwiach. Julka grzecznie stała obok czekając aż na kolejnym przystanku wysiądzie niemal cały autobus ludzi, będzie mogła sobie wybrać dowolne miejsce na dostępnych siedzeniach. A ta nerwowa kobieta ciągle siedziała niespokojnie, rozglądała się po autobusie, sprawiała wrażenie osoby niepełnosprawnej. Nic bardziej mylnego, była całkowicie zdrowa, szukała tylko swojej koleżanki która wsiadała innym wejściem, i kobiety straciły kontakt wzrokowy. Gdy już dotarliśmy do przedszkola, Julka po przebraniu się z strój roboczy mogła oddać się rozkoszy zjedzenia czekoladowego batonika. Wyglądała niemal jak pracownicy pewnego rzeszowskiego koncernu farmaceutycznego, którzy nadrabiają to co stracili przez osiem godzin pracy, bowiem na terenie ich zakładu pracy obowiązuje ścisły zakaz palenia.

Podziel się