Sponsorujemy innych?

Dla wielu samorządów dodatkowe środki otrzymywane z MEN-u na dzieci posiadające orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego stanowią niezłe źródło dochodu. I zrobią wszystko aby jak największą część z tych pieniędzy zatrzymać dla siebie. A niekiedy nie są to kwoty małe – przykładowo na uczniów i przedszkolaków z autyzmem jest to niemal 50 tys. Na zdrowego ucznia państwo przeznacza rocznie około 5 tys. Prowadzenie przedszkoli to zadanie własne gminy – wójt, burmistrz czy prezydenta miasta musi sam wygospodarować na ten cel środki. Nie trzeba być wielkim intelektualistą aby domyśleć się skąd samorządy biorą na to pieniążki – współfinansują to nasze niepełnosprawne dzieci!! Czy tak wolno? Teoretycznie – NIE, ale jak to zwykle w polskim prawie jest luka, i jest ona do granic możliwości wykorzystywana.

Bowiem uczniowie w placówkach prowadzonych przez samorząd podlegają pod dwie ustawy – o samorządach i o oświacie. O ile ustawa oświatowa zapewnia uczniowi o specjalnych potrzebach edukacyjnych dodatkowe środki na jego edukację , to ustawa o samorządzie zezwala z zrobić z tymi pieniędzmi dosłownie wszystko. Gdy upierdliwi rodzice pytają na co idą pieniądze przeznaczone dla ich dzieci, to gminni urzędnicy tłumaczą, że na utrzymanie placówki szkolnej. Trzeba zapłacić za centralne ogrzewanie, nowe okna w salach, malowanie korytarzy.

Ku rozpaczy władz samorządowych istnieją placówki niepubliczne. W przypadku zdrowych przedszkolaków muszą przeznaczyć co najmniej 75 procent tego co przeznaczają na ucznia placówce publicznej. A słyszał ktoś o gminie która przeznacza nawet złotówkę więcej niż ustawowe minimum?

To dlatego ostatnio jest nowy trend prywatyzacji przedszkoli – dla gminy to spora oszczędność.

W uprzywilejowanej pozycji są przedszkolaki „specjalne” uczące się w placówkach niepublicznych. Ustawodawca bowiem zobowiązał gminy do przekazywania tym placówkom w formie dotacji celowej całą przypadającą na danego ucznia zwiększoną subwencję oświatową. Niestety i w tej już dobrej sytuacji uczniowie i przedszkolaki są uprzywilejowani. Ta zwiększona subwencja musi być wykorzystana na bieżące potrzeby dziecka, nie ma więc mowy o finansowanie inwestycji z tej puli pieniędzy.

Ponieważ Julka jest jeszcze przedszkolakiem uczęszczającym do placówki niepublicznej jesteśmy szczęściarzami. Słyszymy niekiedy, że rodzice przedszkolaków „specjalnych” muszą płacić za dodatkowe zajęcia ich pociech. Ludzie – to już jest wyłudzanie pieniędzy. Przecież za to już raz zapłaciło państwo z naszych podatków.

W szkołach sytuacja jest podobna. Co więcej, niekiedy władze samorządowe twierdzą że wszelkie kłopoty finansowe w placówkach ogólnodostępnych wynikają z faktu że uczęszczają do nich uczniowie „specjalni’. Łatwo bowiem powiedzieć rodzicom zdrowych dzieci, że utrzymanie niepełnoprawnego ucznia kosztuje dużo więcej niż zdrowego ucznia. A czy wspominają że na ten cel dostają bardzo dużo pieniędzy. A nie mała część z tych pieniędzy idzie na ich zdrowe dzieci.

Czy jest szansa na zmianę przepisów aby również dzieci w placówkach publicznych miały lepiej? Prawdopodobnie – Nie. W grę wchodzi zbyt dużo pieniędzy aby samorządy pozwoliły na pozbawienie dodatkowych wpływów do budżetu. Tak, tak wielu samorządowców uważa że te pieniądze im się należą jak chłopu ziemia.

Jedyną skuteczną bronią rodziców w walce o pieniądze które powinny być przeznaczane na ich pociechy jest prawdopodobnie walka w sądach. Pamiętacie skąd wzięły się darmowe godziny w przedszkolach? Wszystko zaczęło się od procesów sądowych, które samorządy lawinowo przegrywały.

Podziel się
  • http://www.dzielnyfranek.blogspot.com dzielny Franek

    Dla mnie to wszystko jest nie do pojęcia po prostu..

    Klik, kochani:*

  • Kasia

    no i dlatego ja naszego wójta nie nakarmie subwencja małego, niech wykorzystuje inne dzieciaki, co nie powinno miec miejsca, swoja drogą zaciekawiłeś mnie ile moja nowa gmina przeznaczy na małego pieniązków, gdzie można sie tego dowiedzieć?