Do przemyślenia

Rehabilitację Julki rozpoczęliśmy cztery lata temu. Lekarze stwierdzili, że Julka ma wzmożone napięcie mięśniowe oraz odbiegającą od ideału budowę mózgu. Nikt nie zakładał, że kilkanaście miesięcy później u Julki zostanie zdiagnozowany autyzm. Nie chowaliśmy głowy w piasek tylko ostro zabraliśmy się do pracy. Wiadomo dziecko jest najważniejsze. Niestety masaże wg metody Vojty nie należą do zbyt przyjemnych, ale wiedzieliśmy że jest to konieczne. Spotkaliśmy również sędziwą panią neurolog która bardzo nas podbudowała mówiąc że mózg dziecka to dla lekarzy zagadka, bowiem jest bardzo plastyczny i nawet jeśli jakiś obszar jest uszkodzony to inny próbuje przejąć jego funkcję. Ale aby to było możliwe potrzeba z dzieckiem duuuuuużooooo ćwiczyć.  Wspierali nas również znajomi. Podawali przykład dziecka u którego również zdiagnozowano wady rozwojowe, było nawet rehabilitowane. Przyszły pierwsze sukcesy i …. Rodzice uznali że to wystarczy i zakończyli rehabilitację. Oczywiście nie spotkało się to z aprobatą dalszej i bliższej rodziny dziecka ale rodziców do niczego nie zmusi.  Co pewien czas dochodziły do nas informacje o tym dziecku  i nie były do wiadomości zbyt radosne.  Dziecko z każdym dniem coraz bardziej odstawało od rówieśników.

Nie powiem, rodzice co pewien czas przypominali sobie o konieczności rehabilitacji dziecka, ale kończyło się to tylko na dobrych chęciach. Obecnie dziecko to rozpoczyna edukację szkolną (w jakiej szkole tego nie wiemy). Prawda niestety może być dla rodziców brutalna i okrutna ale trzeba to powiedzieć – zmarnowano dziecku życie. Wielu rodziców, pedagogów mówi, że kluczowy okres na zniwelowanie deficytów rozwojowych to okres przed ukończeniem dziecka wieku 6-7 lat. Jeśli zaniedba się tek czas to później niestety na wszystko jest już za późno.

Oczywiście zdaję sobie sprawę że nawet najlepsza rehabilitacja nie gwarantuje że dziecko wyzdrowieje. Rehabilitacja zwiększa szanse dziecka na lepsze dorosłe życie, jej brak odbiera dziecku tą szansę.

A teraz zupełnie odmienny przykład rodzica.

Niestety niekiedy spotykamy rodziców którzy wiedzą najlepiej co jest dla ich dziecka dobre. Taki rodzic nie liczy się ze zdaniem specjalistów, pedagogów. Dobór zajęć, ich intensywność zależy wyłącznie od decyzji rodziców.  Dziecko jest tylko marionetką w rękach rodziców, nie ma swojego zdania, słowo sprzeciw jest mu zupełnie obce. To że dziecko będzie „wytresowane” w jakiejś dziedzinie, nie sprawi że dziecko będzie zdrowe.  Dziecko niepełnosprawne ma swoje prawa, może decydować o sobie. Dziecko urośnie i co będzie za kilka, kilkanaście lat dorosłe. I kto wówczas będzie za nie podejmował decyzje? Oczywiście nie można doprowadzić do absurdu i sytuacji w której to dziecko decyduje z jakimi terapeutami pracuje, ale dziecko powinno czuć się ważne, mieć poczucie własnej wartości. Dziecko niepełnoprawne powinno przebywać wśród innych dzieci. Terapeuta nie zastąpi rówieśników z piaskownicy, placu zabaw.

Zaniedbanie rozwoju społecznego dziecka jest tak samo karygodne jak zupełna rezygnacja z rehabilitacji!!

Podziel się
  • http://gabrysmilkowski.blogspot.com Justyna

    Fajny tekst, to prawda że najwięcej zależy od nas, ale nie wszystko. Czasem pojawia się taki mały dodatek jak padaczka która w jeden dzień potrafi zabrać wszystko co wypracowaliśmy… ale warto również dodać że wraz z tym małym skarbem dostajesz ogromny bagaż problemów, trudnych decyzji, jeśli nie masz po drodze kogoś kto pomoże ci przez to przejść to idziesz po omacku decyzje podejmujesz intuicyjnie tylko one nie zawsze przynoszą dobry skutek, pomimo tego że wszystko co robisz to po to by pomoc dziecku… na każdy maleńki kroczek dziecka musisz pracować miesiącami a wystarczy jedna błędna decyzja i możesz wszystko stracić…