Szpital już za nami

Za Julką dawno oczekiwana wizyta w szpitalu – wykonanie rezonansu magnetycznego. Pierwotnie było to planowane na początek maja, ale nagłe zapalenie gardła pokrzyżowało nasze plany. Jeszcze kilka miesięcy temu nie mogła się doczekać wizyty w szpitalu, wręcz się jej dopominała. Ale jak przyszło co do czego to Jula nie była taka odważna. Badania wstępne miała w piątek, była nie co zaskoczona dlaczego oboje rodziców jest w domu. Aby nie podgrzewać atmosfery, mówiliśmy że jedziemy na wycieczkę. Była bardzo dzielna, troszkę popłakała gdy miała pobieraną krew. Po tak bolesnym zabiegu, chodziła z ręką trzymaną w dziwnej pozycji, tak jakby chciała przekazać jak to ją ta ręka boli. Ale wystarczyło wziąć ją za tą rękę,i już zapomniała o bólu. Po nieco ponad godzinnej pierwszej części pobytu w szpitalu mogliśmy iść (oczywiście pieszo) na obiecane frytki. Całą rodziną wybraliśmy się do McDonald’a. Wybraliśmy oczywiście taki lokal który jest usytuowany w takim miejscu gdzie rzadko bywamy. Julka ma dobrą pamięć do takich miejsc. Niepotrzebnie odwołaliśmy popołudniowe zajęcia terapeutyczne i młoda dysponowała nadmiarem energii. A niestety Julia i nadmiar energii to wybuchowe połączenie. Dla bezpieczeństwa cały weekend spędziła w domu, woleliśmy nie ryzykować, gdyż już raz rozchorowała się w czasie takich badań, i trzeba było powtarzać całą procedurę od początku.
Niedzielny wieczór spędziliśmy na ukrywaniu wszystkiego co Julka lubi zjadać, ale i tak była bliska zlokalizowania jej ulubionego sera.
W poniedziałek, głodna i zła Jula w drodze do szpitala zażyczyła sobie aby kupić jej jakąś bliżej nieokreśloną rzecz. Stanęło na zakupie gazetki dla dzieci z dodatkami. Którymi okazały się trzy klocki Lego oraz dwa plastikowe ślimaki.
Przy zakładaniu wenflonu nawet nie zmrużyła oczu, taka była odważna, nie uroniła ani jednej łzy.
Nie mogła się doczekać samego zabiegu. Gdy inne dzieci po badaniu były śpiące wynoszone na rękach rodziców Julka gdy tylko zdjęto Jej słuchawki z uszu rozbudziła się i pierwsze wypowiedziane przez Nią zdanie brzmiało: Tatusiu, jestem taka zmęczona. Oczywiście, okres oczekiwania na oddziałowy pojazd mechaniczny (łózko szpitalne) spędziła na kolanach u rodziców. Nie chciała się nawet położyć gdy ten biały cud techniki zajechał po dzielnego Tisia.
Wreszcie mama mogła spełnić życzenie ukochanej córeczki i iść do sklepu aby kupić dwa słodycze – ciasteczka i gumy rozpuszczalne.
Po wyjściu ze szpitala i obowiązkowym spędzeniu mnóstwa czasu w korku wywołanym budową słynnej okrągłej kładki dla pieszych Julka mogła pokazać tatusiowi gdzie z mamą kupuje wędliny.
Jako stały bywalec sklepu podeszła do regału z pieczywem, wybrała największą bułkę. Rozsiadając się wygodnie na stołeczku dokonała pierwszych wgryzów w bułę i czekała aż mama zapłaci.
Oczywiście na popołudniowych zajęciach wszystkim opowiadała że była w szpitalu i miała tajemnicze usgi.

Podziel się