Chwila wspomnień

Wraz ze zmianą dotychczasowej, terapeutki SOU – pani P…… przyszedł czas na trochę wspomnień.
Jula swoją „przygodę” terapeutyczną w ramach SUO rozpoczynała 18 miesięcy temu, zanim jeszcze ukończyła 2 latka. Jej dotychczasowa terapeutka była obecna przy Julce przez niemal połowę Jej życia. Początki były trudne – Jula prowadziła prawdziwy bój z „nowymi” obyczajami. Pierwsze prawdziwe zajęcia mogły odbyć się dopiero po 9 dniach, tyle bowiem trwało „usadzanie” Julki – do tej pory jest rzeszowską rekordzistką w tej dziedzinie. Pierwsze tygodnie terapii to jeszcze etap, gdy Jula jest uzależniona od smoczka. W końcu uznała że, co jak co ale w „szkole” nie można używać takiego dziecinnego gadżetu, i sama, dobrowolnie, pewnego wieczoru rozstała się ze smoczkiem. Dobrze wiedziała że, charakterystyczny dźwięk domofonu może oznaczać kłopoty – przyjście terapeutki. Szybko zorientowała się też, w jakich godzinach istnieje to niebezpieczeństwo, i każdego poranka chodziła lekko smutna, w oczekiwaniu na to co nieuniknione. Największy szok przychodził w soboty – czas nieubłaganie mijał a tu … nikt nie przychodził.
Pierwszą metodą pozbycia się terapeutki – intruza była metoda na sen. Jula potrafiła perfekcyjnie udawać zmęczenie oraz spanie. W czasie terapii „zasypiała”, ale co kilka minut otwierała dyskretnie oko, by sprawdzić czy przeciwnik jeszcze jest. Gdy tylko zauważyła że terapeutki już nie ma, błyskawicznie wstawała, pełna sił witalnych. Czas płynie, człowiek rośnie więc i metody walki się zmieniają. Pojawiło się więc „papa” – może jak się pożegnam z Panią to Ona sobie już pójdzie. Jednak nie, to jest za mało – macham ręką a Ona dalej siedzi na swoim krzesełku – myśli Jula. Nadszedł więc moment na radykalne kroki – Julka zaczęła przynosić, buty, torebkę terapeutce. Tak mijał dzień za dniem, tydzień za tygodniem. I Jula polubiła terapeutkę, już nie płakała, gdy miała przyjść, polubiła swoją „szkołę”. Gdy pojawiał się dzwonek domofonu, Julka szybciutko biegła do drzwi wejściowych, aby radośnie wykonywanymi podskokami przywitać swoją ” nauczycielkę”. Oczywiście jak to z kobietami bywa, zdarzały się chwile „oziębienia”, – gdy terapeutka nie chciała ulec Julowym zachciankom.
Jula chyba nie pamięta, jak to jest bez terapii. Wie, że terapia to nieodłączna część Jej życia. Nie traktuje tego jako zła koniecznego. Wręcz odwrotnie, bardzo lubi swoje zajęcia, nie tylko te odbywające się z ramach SOU. Teraz, gdy chodzimy ma różne zajęcia terapeutyczne poza domem, wszyscy mówią jak Jula ćwiczyć, jak ładnie pracuje z terapeutą „jeden na jeden”. W dużej mierze to zasługa pani P……, która pokazała Julce że nauka i terapia nie musi być nudna, że to czasem wręcz niezła zabawa.

Początek terapii

Po 18-stu miesiącach

Podziel się